Śmierć kliniczna Nowozelandki zakończyła się… mandatem za parkowanie
Jak informuje lokalny portal Stuff, niezwykła historia wydarzyła się w Nowej Zelandii. Kobieta zaparkowała samochód przed supermarketem, jednak podczas zakupów doznała nagłego zatrzymania krążenia. Auto pozostało na parkingu znacznie dłużej niż przewidywał regulamin, co zakończyło się wystawieniem mandatu. Dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach kara została anulowana.
54-letnia kobieta straciła przytomność na parkingu sklepu New World w miejscowości Orewa. U kobiety doszło do zatrzymania akcji serca, a przypadkowy przechodzień rozpoczął resuscytację krążeniowo-oddechową jeszcze przed przyjazdem pogotowia. Ratownicy przewieźli ją do szpitala, gdzie odnotowano śmierć kliniczną, jednak lekarzom udało się przywrócić jej funkcje życiowe.
W tym czasie samochód pozostawał na parkingu supermarketu. Pojazd zajmował miejsce przez 341 minut, podczas gdy bezpłatny limit wynosił 90 minut. Operator parkingu wystawił właścicielce mandat w wysokości 80 dolarów nowozelandzkich (około 175 zł). Nawet po otrzymaniu wyjaśnień dotyczących nagłego zagrożenia życia firma odmówiła anulowania kary, zgadzając się jedynie obniżyć ją do 30 dolarów.
Sytuacja zmieniła się dopiero po nagłośnieniu sprawy przez media i wywołaniu szerokiej dyskusji publicznej. Ostatecznie operator parkingu wycofał mandat i wystosował oficjalne przeprosiny wobec poszkodowanej.
Nie jest to jedyny przypadek, w którym systemy monitoringu związane z ruchem drogowym wzbudziły ostatnio kontrowersje. W USA ujawniono, że niektórzy policjanci wykorzystywali kamery rozpoznające tablice rejestracyjne do śledzenia obecnych i byłych partnerów. Po nagłośnieniu sprawy firma Flock Safety zapowiedziała zaostrzenie zasad korzystania z systemu.